Szukaj:Słowo(a): tapety z twarzą blondyna
Cze!

Co bierzecie pod uwage oceniajac potencjalna osobe na druga polowke?

Proslibym tutaj o wyrazne rozdzielenie Kobiety i Mezczyzni, aby sie to
wszystko nie poplatalo:

Jak mezczyzni oceniaja kobiety?:

Co myslicie o istnieniu tzw. typu?, dla mnie cos takiego nie istnieje,
niewazne czy dziewczyna jest blondynka, czy brunetka, czy ubiera sie tak
czy tak, poprostu misi miec w sobie to "cos" co zwroci moja uwage.

Tez nie wierze w cos takiego ze liczy sie tylko wnetrze, ale tez nie
mozna patrzec tylko na walory wzrokowe, podczas oceniania trzeba wziasc
pod uwage wszystko w odpowiednim stopniu.

Ja w pierwszej kolejnosci patrze na wyglad dziewczyny, to jest pierwsz
rzecz jaka sie zauwarza, obserwuje ja, jej ruchy i zachowanie, probuje
uslyszec jej glos, jezeli na tym etapie wzbudzi we mnie negatywnosc to
zaden charakter, zadne "wnetrze" nie pomoze.

Patrze na styl ubierania sie, nie maja dla mnie znaczenia firmy, ale
tylko styl, jezeli mi odpowiada to jest ok, od razu zapominam tez o
dziewcznie ktora jest "wysztyftowana", nie lubie takich "lasek, dupci" z
tapeta na twarzy, lubie gdy dziwczyna jest naturalna i prezentuje pewna
oryginalnosc, jest inna od innych ;)

Potem jezeli mam tylko taka mozliwosc poznaje "wnetrze" tej dziewczyny,
i wtedy dopiero decyduje czy podjac jakies dalsze kroki.

Narazie to tyle, jak sobie jeszcze cos przypomne to dopisze.

Jak kobiety ocenija mezczyzn?:

tutaj nie jestem w stanie sie wypowiedziec ;)

Pozdrawiam
        Brzezi

Blondynka lepsza, i lepiej "zrobiona", bo ta teraz to twarz ma za ciemna w stosunku do dloni Jednym slowem za duzo tapety Plus to wgapianie sie
Twarz w podobnym stylu, wiec czemu tu nie moglaby byc blondi, a w reszcie miejsc brunetka?

No i przychylam sie, zeby podciagnac linki do profilu itd do gory, bo srednio ta dziura teraz wyglada.
To tylko głupie przesądy. Przecież kolor włosów nie może mieć wpływu na to czy jest się mądrym, czy głupim xD Ten przesąd chyba tyczy się prędzej takich blondyneczek, które nazywam pustakami, bo chodzą co tydzień z innym, pół metra tapety na twarzy, śmieją się jak myszki i po prostu jak się na nie patrzy to żal ściska serce.... Jak dla mnie to, że blondynka jest głupsza od brunetki to absurd i nie biorę do siebie tego, nawet śmieje się z kawałów o blondynkach, a co xD
no i znowu kamilcia zablyszczala swoja inteligencja i dowcipem.... n/c

kto jest żoną a kto mężem , niech zgadne noskillnofun to tatuś a people=shit to mam eureka kiedy się pobieżeci?



hmmm texty jak widze na poziomie.... ehhh

słuchaj ktoś wcipski taki np. jak ty może sądzić , że jestem brzydką blondynką ,a na dwór wychodze wyłącznie z kilogramową tapetą na twarzy...



hahahaha.... ty to powiedzialas... - i pewnie ty siebie najlepiej znasz wiec zakladam ze to jest prawda co o sobie piszesz...

Stay (sic)
1. 5kg tapety na twarzy
2. Jest blondynką (nie lubie blondynek)
3. Jest różową blondynka <blee>
4. Kraczate nogi (drogie Panie, nie zakładajcie "szpilek" jesli nie potraficie w nich chodzić)
5. Pali papierosy
6. Przeklina
7. A najgorsze jest to, kiedy widzisz dziewczyne, a od niej promieniuje głopota (to naprawde widać)
po wejściu pokolenia gimnazjalistów, 5LO stało się niemalże różowym, plastikowym centrum mody... [...] ciężko spotkać dziewczynę obdarzoną naturalnym pięknem, bo każda nakłada na twarz tonę kosmetyków poprawiających i tak piękną twarz... to jest chore i tego kiedyś aż w takim stopniu nie było...



Stereotyp jak to stereotyp - znikąd się nie wziął, to prawda, ale jego błędem jest właśnie generalizowanie. Zgodzę się z tym, że z roku na rok 'różowe, plastikowe centrum' się rozrasta (takie czasy?), zgodzę się z tym, że ta tona kosmetyków nie była tak powszechna jeszcze parę lat temu, przecież to widać gołym okiem.

Tyle że po prostu czasem trzeba się lepiej rozejrzeć. Raz przejdzie koło Ciebie tleniona blondyna z tapetą na twarzy i baleronowato obciśniętym odzieniem od góry do dołu, a raz skromne dziewczę o nieśmiało poprawionych rzęsach i zwykłym sweterku.
no to musze cie zasmucic bo fundujesz mi imprezke! i twoja glowa jest moja (na pamiatke)

ona jest niebieskooka blondynka! bardzo ladna i szczuplutka super figurka i dosc spory ladny biuscik! waska talia... nic tej dziewczynie nie brakuje... jest na dodatek dobrze wyksztalcona i ma klase...

a baba za ktora polazl jest ma czarne jak smola wlosy i widac tylko makijaz ma taka warstwe tapety ze twarzy nie widac... nie wiem jak wyglada sprawa figury... (jego matka jej nadala takie info a on zreszta nie zaprzeczyl i powiedzial nawet jej ze ma dlugi nos i brode co sprawilo ze jest dla niego asexualna - po cholere on wygaduje takie rzeczy? i co z nia nadal robi?) tak czy siak nie sadze by moja tak latwo bylo pobic moja przyjaciolke ktora teraz sie przefarbowala na jasna brunetke i wyglada slicznie...

nie wiem poprostu nie wiem co jej mowic? ze co nie jest jej wart? ona to wie ale nadal kocha i wyje jak jelen na rykowisku... juz nie mam sily! wieczorem telefony w ciagu dnia emaile do pracy albo na msn gadanie... wykoncze sie nerwowo! tym bardziej ze jest dla mnie jak siostra...
1
Mam kilka małych blizn tylko a Wy pewnie myślicie , że jak blizny to twarz jak po wypadku i ciekawe czy tak z każdą mała krostka lub niedoskonałością od razu biegniesz do dermatologa blondynka Czasem wystarczy tylko lekko przypudrować co nie oznacza od razu tapety .....

Chyba troszkę zeszłyśmy z tematu
zerwony guzik lśnił tuz nad Twoją głową, podpisany dumnym słowem Nurse.

Wcisnąłeś go. Rozległ się głośny brdzęk, dźwięk trwający do czasu, gdy odsunąłeś palec od przycisku.

Kroki na korytarzu. Narastają z każdą sekunkdą, by w końcu przybrać najgłośniejszą barwę tuż przed drzwiami, na chwilę po tym, jak ktoś nacisnął klamkę.

Do środka weszła pielęgniarka. Ładniutka. Blondynka, ubrana w standardowe białe ciuszki i czepek z czerwonym krzyżykiem. wściekle umalowana, ale nawet jej z tą tapetą do twarzy. Rzęsy na tuszu, podkrążone i pogrubione.

Zamigotała nimi.

-O widzę, że się pan już obudził, panie... - rzuciła wzrokiem na kartę zdrwoia przyszpiloną do łóżka. - Panie Owen. Jak się pan czuje?
Nicole Kidman jest moim zkromnym zdaniem brzydka :) W sensie, ZUPEŁNIE nie w moim typie. Na większości zdjęć wygląda jak truposz. No i jest albinoską, a gdy raz ją zobaczyłam bez makijażu, to myślałam, że jest chora biedaczka. Angelina czy Sandra bez tapety na twarzy wyglądają przynajmniej jak normalne kobiety, a nie jak potworzyce :)
To już wolę Kate z LOSTa :PP
Jednakże Kidman to niezaprzeczalnie dobra aktorka, tylko że brzydka :P

Ogólnie wolę brunetki, zdecydowanie. Choć czasem i aktorka-blondynka się ładna trafi (teraz sobie nie mogę żadnej przypomnieć :P) :)
Ksywkę Alexz posiadam, od imienia zresztą.
Niebieskie oczy posiadam.
Mój ulubiony zespół to FOB ,oczywiście.
Ulubioną piosenką jest " I've slept with someone in Fall Out Boy and all I got was this stupid song written about me", teledyskiem zaś " Thnks Fr Th Mmrs"
( małpki ).
Nie jestem jakaś znowu mroczna ,ale lubię dręczyć innych .
Ukochani moi muzycy: Patrick Stump i Pete Wentz.
Czego nienawidzę? Różowych panienek które nakładają sobie tapetę na twarz, pokemonowego pisma i nowomowy. Nie że się czepiam czy coś .
Kogo kocham? Mojego pieska- wyżła szorstkowłosego- Luka,moja suka <3.
Jestem blondynką, z tego co powyżej sami oceńcie- wcale nie jestem stereotypem.
Dziękuję za uwagę.
moim zdaniem to zalezy co to za innosc.. bo przypomnial mi sie taki przypadek innosci -bylysmy z kolezankami w Galerii Kazimierz i widzialysmy dwie kobiety -wiek ponad 30- ale jak je zobaczylysmy to zamarlysmy....
jedna :czarna i we włosy powpinane kosmyki rózowe , ubrana na rozowy odblask krotka spodniczka.. a na twarzy kilogram tapety i czaaarne oczy i rozowe uusta..
druga: blondynka ubrana jaskrawo-pomarancze,zielenie niebieskie tapety jeszcze wiecej...
poprostu poczulysmy sie jak w cyrku- i taka innosc mnie razi
Typowa blondynka: kocha różowe ciuchy i szminki oraz błekitne cienie do powiek. Na twarzy tona tapety, a iloraz inteligencji ma niższy niż mój chomik( którego z reszta nie mam ) Jedyne o czym można z nią pogadać to kosmetyki, ciuchy i zaliczeni przez nią faceci... Jednym słowem: porażka. Sądząć po poziomie Twoich postów, nie zaliczasz sie do takich
EMO
Plastiki noszą więcej tapety na r...twarzy i nikt ich tu nie pojeżdża. Mogłabym napisać, że : 'o ubierze taka solarka z kilogramem tapety na twarzy (tu klepniesz tam odpada) markową różową bluzeczke z croppa, przepona na wierzchu. Tlenione pasma pusta blondynka. Do tego głupia (!) i pewnie słucha dody.' Ale nie napisze, bo nie każdy, nie wszyscy 8D Otwartość akceptacja i pozytywne nastawienie <33333
Rave <3 rave power!
1
różowego nie lubię odkąd zobaczyłam, że puste leleczki się w niego ubierają...
ale omg. mam zdjęcie, gdzie mam złote włoski i różową sukienkę, dobrze że miałam 9 miesięcy i nic z tego nie wiedziałam.

przede wszystkim lubię ŁADNY blond kolor. naturalny. ale jak widzę taki że od razu czuć iż to farba i masa tapety na twarzy to od razu rzygać mi się chce.

jak jest ładna, zadbana, inteligentna blondynka, nawet ubrana na różowo, to w porządku, ale jak to pusta idiotka, to koniec.




Cze!

Co bierzecie pod uwage oceniajac potencjalna osobe na druga polowke?



No taki temat chyba juz niedawno byl...

Co myslicie o istnieniu tzw. typu?, dla mnie cos takiego nie istnieje,
niewazne czy dziewczyna jest blondynka, czy brunetka, czy ubiera sie tak
czy tak, poprostu misi miec w sobie to "cos" co zwroci moja uwage.



A jednak to nie takie proste... typt istnieją i jesli dziewczyna nie spelnia
kryteriow ktore ustalasz to od razu ja skreslasz.. powinienes przyznac mi
racje... jesli uogolnimy tak jak Ty, do brunetek i blondynek to faktycznie
nie ma nad czym dywagowac, bo to nie ma sensu...
Mi osobicie podobaja sie zarowno takie jak i rude czy czarnowlose... nie ma
zadnej zaleznosci...

Tez nie wierze w cos takiego ze liczy sie tylko wnetrze, ale tez nie
mozna patrzec tylko na walory wzrokowe, podczas oceniania trzeba wziasc
pod uwage wszystko w odpowiednim stopniu.



Fakt, ze liczy sie tylko wnetrze to taka bzdura, ktora faceci staraja sie
obdazyc dzisiejsze pokolenie dziewcząt... Piękna idea ale zbyt
idealistyczna... Fakt, faktem, ze jesli dziewczyna nie przyciagnie Twojego
wzroku na samym poczatku to bedziesz sie dlugo zastanawial czy warto jednak
poznac jej wnetrze...

Ja w pierwszej kolejnosci patrze na wyglad dziewczyny, to jest pierwsz
rzecz jaka sie zauwarza, obserwuje ja, jej ruchy i zachowanie, probuje
uslyszec jej glos, jezeli na tym etapie wzbudzi we mnie negatywnosc to
zaden charakter, zadne "wnetrze" nie pomoze.



No i jestes typowym facetem i w tym momencie jesli ktos z grupowiczow
zaneguje tą teorię to ja padne przed nim na kolana...

Patrze na styl ubierania sie, nie maja dla mnie znaczenia firmy, ale
tylko styl, jezeli mi odpowiada to jest ok, od razu zapominam tez o
dziewcznie ktora jest "wysztyftowana", nie lubie takich "lasek, dupci" z
tapeta na twarzy, lubie gdy dziwczyna jest naturalna i prezentuje pewna
oryginalnosc, jest inna od innych ;)



Nie ma ją dla mnie znaczenia firmy.. ;) Heh... uwazaj.. dziewczyna w
czteropaskowym dresie :))... Ale to tak OT...
A co do Twojego gustu to mamy bardzo podobny, cenie sobie naturalnosc i
oryginalnosc w kazdym calu...

Jak kobiety ocenija mezczyzn?:



Z pewnoscia  nie patrz jakiej firmy mamy ciuchy ;)))

Pozdrawiam
Brzezi



Pozdrawiam serdecznie
Pure6

sylwia1517 - sylwie kojarzą mi sie z masą tapety na twarzy i tipsami :] Lubi miniówki, nie chodzi w swetrach, jest blondynką z ciemnym balejażem
inside, żadnemu facetowi nie pasuje żadna farba, nie pasują obcisłe pedalskie dżinsy z jakimiś wyblakłymi punktami na kolanach czy tyłku. nie apsują włoski pofasrnowane pasemkami. Do diabła, nie róbmy z facetów metroseksualne dziwadła.


ależ tu nikt z nich nie robi metroseksualnych dziwadeł.
Każdy ma swój styl.
Mi nie przeszkadza, jak facet ma pofarbowane włosy, zwłaszcza, jeśli z blondyna zmienił się w bruneta.
Co do różnych pasemek jaśniejszych, na krótszych włosach oczywiście,
to jest to częstym zjawiskiem wśród osób trenujących piłkę nożną

Nie lubie kobiet używajacych kosmetyków i całej tej chemii w większej ilosci. to nie dość że niszczy skore, żżera mnóstwo kasy to jeszcze czyni je nienaturalnymi.


No właśnie, Ty nie lubisz, ale inny facet będzie lubił, nie będzie mu to przeszkadzało.
Tak samo jak którejś dziewczynie może nie przeszkadzać że facet dba o siebie w sposób jaki napisała Cat:
Jak ma zniszczone ręce, dlaczego ma nie używać kremu do rąk?
Jak ma problemy z cera i wygląda przez to jak 'idź i nie wracaj' dlaczego ma nie iść do kosmetyczki albo zainwestować w kosmetyki?

Nie popadajmy w skrajności. Mężczyzna może dbać o siebie, byle nie przesadzał i wcale nie musi przy tym zciocieć.



bo nikt tu nie napisał, o wizycie u manikiurzystki czy stylisty, tylko o podstawowych czynnościach, które faceta nie skreślają z bycia 'prawdziwym facetem'.
Ręce raczej potrzebują stałego nawilżenia...

Co sie dzieje z kobietami że podobają im się takie gówna? Aż tak bardzo nasz gatunek się zdegenerował? Ze zniewieściali faceci muszą nadrabiać braki charakteru plastikowym image?


Dla Ciebie coś będzie 'gównem' a dla kogoś innego pięknem.
Nie masz na to wpływu. Różne są gusta, typy. Gdyby każdy miał Twój tok myślenia,
upodobania jak Ty masz, takie same gusty we wszystkim - w ubiorze, dziewczynach,
samochodach, i czymkolwiek innym, to byłoby nudno, ludzie by byli nudni.

btw. pomadka do ust dla dziewczyny to nie takie gówno bo dzięki niej usta
nie wysychają, szczególnie zimową porą;)

nałożona tzw. tapeta na twarz to już inna bajka
Carmen odprowadziła Eleni zmrużonymi oczyma. Zagryzła wargę i po chwili się uspokoiła. Wróciła na salę bankietowa. Wprawdzie najlepiej by było, gdyby już się to skończyło, a najlepiej nigdy nie odbyło. Ale teraz czekała ja ta trudniejsza częsć wieczoru.
Odszukała wzrokiem Liriel i Tibby. Usmiechnęła się lekko. Jednak dziewczyny znalazły sposób na swoje utrapienia. Gdyby tak jeszcze ona odszukała "złoty srodek"...
-Dawno się nie widzielismy. - usłyszała nagle ten znajomy, lekko szyderczy, chrypiacy głos za swoimi plecami.
Nikt normalny nie chciałby mieć go za swoimi plecami, więc się gwałtownie odwróciła i powstrzymała od syknięcia na widok Briana.
Na szczęscie udało jej się zachować kamienny wyraz twarzy. Gorzej, że teraz miała uczucie, że zarazk tos wbije jej nóż w plecy.
-Nie tak znowu dawno. - odparowała. - Czyżbys zdażył się stęsknić? - spytała zjadliwie.
Z twarzy Briana nie znikał szyderczy usmieszek.
-Ja może nie...
Widzac lodowate, mordercze spojrzenie Carmen, nie dokończył. Wzruszył ramionami.
-Chciałem tylko pogratulować wygranej, zanim to zrobia reporterzy. - powiedział lekkim tonem.
Carma drgnęła.
-Reporterzy?
-Tak, dziennikarze sa zaproszeni na zrobienie paru "cichych" wywiadzików. Będa się pałętać po sali i zadawać pytania. - usmiechnał się jadowicie Brian. - Twoja koleżanka chyba czegos chce. - dodał z krzywym usmiechem.
Carmen w myslach pobłogosławiła nadciagajaca Liriel, zesłała na nia wszystkie błogosławieństwa tego swiata i poleciła Bogu. Była Majestatyczna staksowała Niszczyciela wzrokiem i jak gdyby nigdy nic zwróciła się do Carmy.
-Tibby prosiła, żebys podeszła. Ma ci cos zabawnego do powiedzenia.
Carmen kiwnęła głowa i odeszły.
-No i czego chciała ta dziewczyna? - spytała kapitan Heartbreakers.
Carmen spojrzała posępnie na plecy Tali, który własnie rozmawiał ze Spencerem.
-Jak Tibby zostawi już tego skołotanego Włocha, to powiem. - odparła.
========
Wysoka blondynka siedziała w najwyższym rzędzie na widowni i z krzywym usmiechem obserwowała żenujace walki. W połowie nudnych jak flaki z olejem bitew bez słowa do siedzacego obok chłopaka wyszła. Ten otworzył jedno oko i spojrzał za nia obojętnie.
-Potem wyslij mi esemesa, gdzie będziesz. - rzucił jeszcze. Dobiegło go niemrawe "jasne". Potem znów zagłębił się w drzemce.
Blondynka udała się w kierunku hotelu. Miała lepsze rzeczy do roboty niż ogladanie walk, które były w równym stopniu podniecajace jak zdzieranie tapet w pokoju. Podłaczyła do pradu swojego laptopa i otworzyła sobie tylko znane pliki.
Zaczęła pracować.
Ja jestem blondynką ale jak już pisałam różowego nieznosze. A w lagunie one nie chodzą całe na różowo i nie mają takiej tapety, że twarzy spod niej nie widać
w krak nie znam..ale za to w gdansku w nbp...w kasie nr 4 po prawej stronie. taka blondynka siedzi...zawsze odcisla bluzeczka...i jescze bardziej obcisle czarne skorzane!!! spodnie no i tapeta rzeccz jasna na jej podniszczonej ponad 40letniej twarzy...hehe
Płyn na pryszcze - tapeta ( of course na twarz )
Barbie - blondynka
1. Imię - Neela
2. Nazwisko - Fay
3. Przezwisko - nie ma
4. Płeć - kobieta
5. Wiek - 21 lat
6. Pochodzenie - Beverly Hills, Los Angeles
7. Wzrost - 170 cm.
8. Waga - ok. 60 kg.
9. Kolor oczu - niebieski
10. Kolor włosów - blond
11. Wygląd - W 100% amerykanka, jasnej karnacji. Naturalna blondynka po mamie, niebieskie oczy średniej wielkości po tacie. Farbowałą się w przeszłości na czarno w czasie buntu, ale jej przeszło i wróciła do naturalnego koloru. Szczupła po matce. Lubi ubierac się na sportowo, ale nie pogardzi sukienką i butami na obcasie. W życiu nie ubrała by się jak lalka Barbie, czyli cała na różowo z kilogramem tapety na twarzy. Lubi makijaż, ale lekki.

12. Osobowość - Spokojna, nieśmiała osoba. Jest niepoprawną romantyczką. Zawsze marzyła o wielkiej miłości, o księciu z bajki na białym koniu Z trudem nawiązuje nowe znajomości. Straszna z niej niezdara, potrafi przewrócic się na prostej drodze. Jest inteligentna, cały czas właściwie siedzi w książkach.
13. Słabości - strach przed porzuceniem
14. Umiejętności - Potrafi ładnie śpiewac, świetnie gotowac.
15. Specjalne umiejętności - nie ma
16. Zainteresowania - Uwielbia teatr, kino, muzykę [rock, punk rock], książki[horrory sf].
17. Historia - Pochodzi z Beverly Hills. Jest córką sławnego reżysera i modelki. Przyjechała tutaj razem z bratem. Właściwie to uciekła przed problemami. Jej rodzice ciągle się kłócili. Wszędzie latały wazony czy inne kruche rzeczy. Mimo, iż jest dorosła, nie chciała wyjeżdżac stamtąd. To brat ją namówił do wyjazdu.
18. Rodzina i powiązania - Mama, tata [separacja] oraz brat bliźniak - Nate
19. Pojazd - nie ma
20. Przykładowy post - Weszła do klubu i stanęła przy barze. Zamówiła drinka i rozejrzała się po pomieszczeniu.
Wracałem z pracy parę dni temu tramwajem.
Przy środkowych drzwiach stał lekko nawiany budowlaniec.
W pewnym momencie do tramwaju wsiadła pani, która miała na twarzy chyba litr
kremu i kg pudru, jednym słowem tapeta. Z pogardą spojrzała na zmęczonego
życiem robotnika i zaczęła się przeciskać w stronę kasownika. Mijając
naszego bohatera, usłyszała jego mrukliwe słowa:
- Chce pani kielnie?

***************************************************************************

Wczoraj zepsuł się nam na firmie wózek widłowy, ale nasz mechaniorro szybko
zlokalizował problem i usunął usterkę.
Widząc to, jeden z naszych magazynierów rzucił taki tekst:
- Za to, że zrobiłeś to tak szybko podrzucimy cię do góry trzy razy...
A po chwili:
- ...Ale złapiemy tylko dwa...

***************************************************************************

Ogłoszenie na stronie giełdy pracy "Magiczny Kraków":
Branża: BUDOWNICTWO, NIERUCHOMOŚCI
"Przyjmę do pracy samodzielnego parkieciarza, takiego co potrafi układać
samodzielnie parkiet, a nie takiego, co układał ze szwagrem lub widział, jak
brat układa."

***************************************************************************

Narzeczona mojego brata [blondynka] wybrała się ze swoim kotem do
weterynarza. Ten zaczyna zakładać kotu coś w rodzaju książeczki zdrowia i
pyta się jej:
- Imię kota?
- Kacka.
- Pani nazwisko?
- R**a
- Kod pocztowy?
- Nie, zwykły, dachowiec...
Podobno weterynarz umarł ze śmiechu na stole...

***************************************************************************

Siostra zawsze miała "hopla" na punkcie psów.Kiedy więc już poszła "na
swoje", jej mąż, czyli "śfagier" kupił jej ślicznego yorka .
Niezorientowanym wyjaśniam : to są maleńkie psy z kokardką na głowie... A na
bramce ogrodzeniowej powiesił tabliczkę o treści :
UWAGA,GROŹNY PIES, NIE PODEPTAĆ!!!

:lol_2: :lol_2: :lol_2: :lol_2: :lol_2: :lol_2: :lol_2:
1
A mi się wydaje, że ta Pani która zdradza na końcu - ta blondyna, to nie jest za łądna ): Mogli znaleźć ładniejszą. Zapamiętałam ją z behind the scenes i chyba miała na twarzy dwa kilo tapety, która po prostu brzydko wyglądała.
Chyba mnie pokopało do reszty...
Prawie od dwóch miesięcy (bez 10 dni) mój torrent zajmował się ściąganiem 37 GB wszystkich serii SM. Właśnie skończył...

Jak dla wielu wypowiadających się tu osób, "Czarodziejka z Księżyca" była pierwszym świadomym zetknięciem się z filmem rysunkowym, o którym wiedziałam, że pochodzi z Japonii. Czy ja wtedy wiedziałam, że "takie cóś" nazywa się anime? Nie pamiętam...
Któryż był to rok? 1995? Matko... miałam wtedy trochę ponad jedenaście lat i ta zupełnie nowa bajka, zupełnie inna niż wszystkie, które do tej pory oglądałam, po prostu zawładnęła moją wyobraźnią. Miałam na tę serię typową fazę, na ile to oczywiście było wtedy możliwe. Nie mogłam się nadziwić, dlaczego moim koleżankom mylą się postaci, ich imiona, ataki, itp. Przecież to takie oczywiste było, że "Bany" (jak ja tak mogłam myśleć o Usagi O_o?) to ta blondynka z kucykami. Lol. Pamiętam za to, że doznałam swoistego wstrząsu, kiedy to pojechaliśmy ze znajomymi rodziców na weekend do Zakopca. Postanowiłam wymknąć się szybciej ze stołówki, żeby w spokoju na sali telewizyjnej zobaczyć choć końcówkę mojej ulubionej "bajki". Jakiego miałam zgona, kiedy do sali wkradł się syn znajomych, mój rówieśnik, ostatnia osoba, którą podejrzewałabym o oglądanie "tego typu rzeczy", zasiadł obok mnie i z wypiekami na twarzy, przeżywał 100 razy bardziej niż ja ^^. Czyż to nie dowód na potęgę SM?
Ale na poważnie... Wiadomo było, że jak przychodzi dana godzina, to ja siadam przed TV, żeby połknąć moją dzienną dawkę radości. Moje zafascynowanie SM nie ograniczało się do przeżywania fabuły, opanowało również ostatnie strony w zeszytach, masę - mniej lub bardziej udanych - rysunków, śpiewanie łamaną japońszczyzną piosenek, całą tą otoczkę związaną z fascynacją daną serią.

Kiedy Polsat zaczął odgrzewać SM, to brutalna pora: 8 rano - dni szkolne, mnie nie złamała :p Codziennie faithfully nastawiałam programowanie w magnetowidzie, żeby nie tylko zobaczyć, ale co najważniejsze, zarchiwizować tę moją małą fascynację. Uzbierałam tak 6 kaset video, po osiem godzin każda, z najciekawszymi imo odcinkami. Mam je do tej pory ^^ Tylko video umarło śmiercią naturalną. Of course kasety też się nieco zużyły, wobec czego obraz w większości denerwująco zaczął skakać.

Jednak dopiero wtedy, gdy podłączyłam się na stałe do sieci, *ignorantka-me* odkryła, że z serią mojego dzieciństwa wiąże się tyle niesamowitych rzeczy. Nie tylko fabuła i odcinki (o mandze wiedziałam wcześniej >.<), ale: fanfiki, amvki, tapety, obrazki i cała reszta tego cyrku. I wtedy na nowo wpadłam po uszy :P Po paru latach ponowna fascynacja :)
Oczywiście czas robi swoje i każda fascynacja mija. Jednak SM wprowadziło mnie na nowo do świata m&a, powoli coraz więcej odkrywam :) Dzięki "Czarodziejce" wiem, że prawdziwą fazę czuję dopiero wtedy, gdy kręci mnie każdy z elementów twórczości związanej z daną serią :P Taki swoisty barometr zafascynowania :P

Nooo... a teraz ponieważ dorobiłam się w końcu takiego sprzętu komputerowego oraz prędkości neta, które poradziłyby sobie ze ściągnięciem tego giganta, moja sis wpadła na szalony pomysł: "spróbujmy". No i jest. Nie wiem jeszcze, czy będę w stanie obejrzeć to od deski do deski, ale postaram się (choć pewnie skończy się na przesuwaniu).

Ocena każdej z serii, postaci zasługuje chyba na rzetelniejszą opinię (w końcu parę dobrych latek minęło), dlatego....
C.D.N.
Hucułeczka, no to ja powiem tak: jestem naturalną jasną/zlotą blondynką, słońce wypala mi pasemka i wszyscy zarzucają mi, że farbuję włosy i generalnie na pierwszy rzut oka chyba wyglądam na "pustą blondynkę" :/ i co ja mam zrobić?

Napewno się nie przefarbuje, bo kocham swoje włosy ;p

Przedewszystkim Wasze "problemy z makijażem" i większość poglądów wynika z nieodpowiedniej pielęgnacji... Pracuję w firmie kosmetycznej i wydaje mi się, że cośtam wiem ;p W każdym razie od kiedy w tej firmie jestem i używam ich kosmetyków tak jak się powinno (szkolenia, znajome ze stażem...) to zdecydowanie poprawiła mi się cera, na co nawet dermatolog mi nie pomógł swojego czasu... a wcale nie używam produktów do skóry problemowej w tym momencie. Wcześniej wydawałam majątek na Vichy czy Lysanel i nic mi to nie dawało... ale mniejsza z tym, bo to osobny temat.

Zaczęłam malować się fluidem, tuszem do rzęs i błyszczykiem jak poszłam do gimnazjum, ale czasami zapomniałam, albo za późno wstałam itd. generalnie nie był to jakiś wygórowany i systematyczny make-up. Tym bardziej, że dobierałam podkład idealnie do cery i często nakładałam go tylko na czoło nos i okolice nosa i nigdy byście nie powiedziały patrząc na mnie, że się coś odróżnia
Regularnie i z uwagą na to co i jak to maluję się mniej więcej od 3 klasy gim. I wtedy też mówiłam, że fluid nie pozwala skórze oddychać i wogóle niszczy skórę, nawet raz mieliśmy napisać jakieś wypracowanie w gim i tam między innymi wspomniałam jak to nie lubię kosmetyków/tapety i że strasznie niszczą cerę... xD

Teraz mój podstawowy makijaż to podkład, jaśniejszy pod oczy(cienie od zawsze i na zawsze:/), tusz do rzęs, puder pyłkowy (dla zmatowienia) i błyszczyk. Malowałabym jeszcze deliktanie oczy, ale z reguły nie mam na to czasu;p. W każdym razie ludzie w pracy lub przyjaciółki często się mnie pytają, czy ja się wogóle dzisiaj malowałam podkład idealnie dopasowany, a rzęsy maluje po to, żeby były (bo bynajmniej natura na moich rzęsach oszczędziła).

W wakacje nie maluję się wogóle, bo to by była syzyfowa praca, poza tym generalnie jakoś lepiej się wygląda .
A na imprezy to wymalowana jestem jak 150 xD

W każdym razie jestem za makijażem na codzień, nawet w młodym wieku, jeżeli jest naturalny lub delikatny. Ale dzieci z podstawówki won od kosmetyków :].

Nawet jak uważacie, że macie super cerę itd. to jednak dochodząc do magicznego progu 18-u lat rozejrzyjcie się za odpowiednią pielęgnacją
żel/pianka do mycia twarzy, tonik i najprostszy krem na dzień i noc ochroni Was od skutków środowiska miastowego np.

Generalnie mam znajomych malujących się umiejętnie i bardzo mi się podoba wogóle makijaż jako taki nie mam żadnych awersji, traum, to że się widzi pojedyncze przypadki na ulicy z tapetą lub chcące ale nie umiejące się malować, to osobny temat...
Teraz poluję na kulki brązujące i napewno muśnięcie nimi dołączy do stałego repertuaru na kości policzkowe (nie mogę używać różu, bo jestem naturalnie różowa;p) i udowodnię Wam, że to wszystko może naprawdę naturalnie i ładnie wyglądać ;p
-Carmen? Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
Wezwana otworzyła z trudem oczy, podniosła głowę i skierowała lekko zamazane spojrzenie na nauczycielkę.
-Oczywiscie, psze pani. - udało jej się z trudem zamaskować ziewnięcie. W końcu rozdwojony obraz zlał się w jedno. Teraz przed oczami miała dosć zirytowana nauczycielkę. Kobieta wahała się wyraznie przez chwilę, w końcu jednak uznała, że nie warto zrażać do siebie mistrzyni swiata w beybladingu. A nuż zechce sie przeniesć do innej szkoły?...
-A więc, Carmen, mówiłam, że niedługo sa drzwi otwarte naszej szkoły. - była Niszczycielka poczuła rezygnację. Od paru dni dochodziły do nich różne pogłoski z innych klas, którzy już ten temat mieli przewałkowany ze swoimi wychami. Szczególne zaniepokojenie zdradzała Tibby chodzaca do klasy o innym profilu, która miała z całego roczniku najpózniej godzinę wychowawcza w tygodniu "obgadania Drzwi Otwartych".
-Tak, wiem. - ostrożnie odparła Carma, znów tłumiac ziewnięcie. Nie mogła spać w nocy. Jak zwykle.
-Ponieważ, jak każdy wie, ty i twoja siostra jestescie bardzo dobre w beybladingu.
Parę osób prychnęło. Były to te osoby, które były największymi miłosnikami wiadomego sportu.
Carmen dyplomatycznie milczała.
-Tak więc, może na drzwiach otwartych byscie pokazały parę sztuczek z dyskami? - zakończyła ze spokojem nauczycielka.
Łamaczka Serc prawie spadła z krzesła. Sztuczek? Czy ona naprawdę chce, żeby rozwaliły salę gimnastyczna? Albo ta baba była zielona z beybladingu, albo ich nie doceniała. Prawdopodobnie jedno i drugie. No cóż, to już nie był problem blizniaczek.
-Oczywiscie, jesli tylko Tibby zdoła na czas naprawić system przerzutkowy w wyrzutni. - skłamała gładko z wilczym usmiechem. Rzecz jasna ich sprzęt był w doskonałym stanie. Poza tym nie wiedziała, czy w wyrzutni jest cos takiego jak system przerzutkowy. - Myslę że jej się to uda. Tak, własciwie nie będzie problemu. Gdzie te... stuczki... mamy pokazać? - spytała, przecierajac ukradkiem oczy.
Wychowawczyni wygladała na wniebowzięta.
-Myslę, że wydzielimy do tego jakas salę. W gimnastycznej będzie występować szkolny chórek i parę innych osób, niech pomyslę... - nauczycielka spełniła owa czynnosć, co natychmiast wykorzystał koles siedzacy przed Carmen.
-Carma, ty sobie chyba jaj robisz, co? Masz zamiar pójsć na rękę tym ropuchom? - na jego niezbyt przystojnej twarzy malował się wyraz powatpiewania i niedeowierzania. Od poczatku próbował flirtować co była Niszczycielka, co z rozbawieniem zauważyła żeńska częsć klasy. Carmen zawsze odpowiadała na tego typu akcje lodowata ironia.
-Spójrz w lustro i zobacz, kto jest ropucha. - dodała jeszcze parę rosyjskich słów, których on z pewnoscia nie zrozumiał. - Poza tym nie dałabym rady się z tego wywinać. - dodała juz po polsku.
-...Tak, myslę że gabinet historyczny będzie dobry. - zakończyła w końcu ciężki proces myslenia nauczycielka. - Co ty na to?
-Mi jest to obojętne. - odparła sucho Carma. Będac mistrzynia swiata w czymkolwiek można sobie pozwolić na wiele rzeczy. Na pewno protekcjonalne traktowanie nauczycielek również.
====
-Sztuczek? Czy ona chce, żebysmy rozwaliły salę gimnastyczna? - spytała Tibby, gdy zahaczyła ja na przerwie Carmen.
-Historyczna. - poprawiła, znów przecierajac podkrażone oczy.
-O, to już lepiej. - Tibby usmiechnęła się paskudnie. - Nie lubię historii. Ani nauczyciela historii. Myslisz, że się obraża, jak im to trochę zdemolujemy?
-Myslę, że to nie jest ważne. - odparła zmęczona włascicielka Ycciona. - Chyba maja zamiar wstawić tam jakas arenę.
-Mam nadzieję, że niedroga. Dużo z niej nie zostanie.
Podeszła do nich jakas dziewczyna. Niepewnie spojrzała im po twarzach.
-Tibby, mamy teraz lekcję nie w szóstce tylko w dziewiatce. - powiedziała w końcu do przestrzeni między nimi i poszła.
-Co teraz masz? - podjęła watek Tibby. Carma się skrzywiła.
-Angielski. Babie ciagle cos nie pasuje z moim akcentem i wymowa. - spojrzała błagalnie na siostrę.
Tabitha przewróciła oczami.
-Doobra. To ty mnie zastępujesz na biologii. W dziewiatce.
-Dzięki. Jestes kochana. Idz do dwunastki. Pamiętaj, wysoki brunet to Buła, nikt inaczej na niego nie mówi. Taka blondyna z moca tapeta na twarzy to Andżelika, a chłopak z dreadami nazywa się Piotrek. Reszta będzie szczęsliwa, jak się do nich odezwiesz. Więc się nieodzywaj, żeby się nie przyzwyczajali.
-A ty po prostu nie używaj imion i nie wołaj nikogo, żeby nie musieć się do nich zwracać po imieniu. - Tibby wzruszyła ramionami, podajac identyfikator swojej siostrze. - Tylko taka dziewczyna z mega długim warkoczem to Tamara. To tyle.
-Z kim masz biologię? - spytała jeszcze Carmen. Zadzwonił dzwonek.
-Z Nawskim. - odparła Tibby nakładajac plecak Carmy. - To pa, ale pamiętaj, że to ostatni raz!
-Jasne, oczywiscie. - A swistak siedzi... - Liriel będzie się z nas polewała jak jej powiemy o tych Dniach Otwartych.
Tibby skrzywiła się nieznacznie, przybierajac hłodny wyraz twarzy Carmen.
-Możemy jej nie mówić. Do zobaczenia za czterdziesci pięć minut.
Buuuuuuuuuuuuuuuuu, mam od wczoraj dołka wyjazdowego, bo ja wcale nie chcę jechać

nad językiem, który jest nie do opanowania (bo tak, wczoraj ambitnie wyciągnęłam zeszyt i próbowałam sobie coś przypomnieć, bezskutecznie )

i też wczoraj zobaczyłam, że tam będzie tylko 30 ludzi, a w Danii było 90, z czego 1/3 mogła być moimi dziadkami, więc jak tu sytuacja się powtórzy to w ogóle nie będę wychodzić z pokoju

lol, o a Arne blondyn w typie Chrisa O’Donella i mamy duet jak z Barmana!

Tuńczykowi pewnie komórkę ukradli, pan genialny nie może się zdecydować w którym języku, a pan Oeivind do Nilsa w odwiedziny pojechał

Wysyłam jutro! w sumie to nie wiem na co tak czekasz Najciekawsze fotki już masz

a ten tego da się wyprosić jeszcze Darkness, One Way Ticket to Hell?

*wysyła też Magnusa M. bo może Stian znów obżerał się przez całe lato*

lol, póki co jestem przy drugim kompie z większą rozdzielczością, więc nie stwierdzam żadnych zmian
EDIT: ale od rana czuje się fatalnie

Hmmm, chociaż kurcze ostatnio Tore mimo wszystko podkopał jego pozycję jako osoby, która jednym swoim zdjęciem potrafiła mnie wprowadzić w wyśmienity humor

buhahahaha, a wiesz faktycznie ostatnio remont robiła! A dziś mnie na noc zapraszała

Ale coś się Gabrych, całe szczęście, nie kwapi do podpisania kontraktu Rzeszów dla Geira!

Pytanie kto się dobrał do włosów Arne!

lol, ty Oluś, a może my patrzymy w złą strone? To może Oeivind jest miły dla Nilsa, żeby go potem rozpraszać w plażówce?

No jak to co! *przewija te kilometry postów wczesniej* HA!
"I wzamian za to jakie fajne zdjęcia dał (ale MAŁO i MAŁE tego DAga to ja przzecież bym sobie na tapetę strzeliła )"

lol, a ja mam na tapecie tak btw nasze zdjęcie z durnymi minami )

i że Oeivind go po nich nie uderzył!

póki co ściąga jakieś buce, przez które żal mi wydawać pieniądze na bilety a Winters był jednym z moich ulubionych wojaków w Kompanii Braci, więc ekhm nazwisko zobowiązuje!

No i patrz wszystko się zgadza, z połączenia wychodza największa sierota w Norwegii!

A ja chcę więcej takich meczy!!! Od stycznia najlepiej!!! Co tydzień! O! Połączmy ligę norweską i duńską! ( o ile w Danii JEST jakaś liga siatkówki )

lol, nie martw się Oluś, Norge pewnie zobaczyło jak Holendrzy z radością robią sobie zdjecia w kiblu i jak najszybciej uciekli do pokojów lol, oprócz Tore, pewnie

No baaaa, było przecież widać, przecież w tym roku NAWET rozmawiali z kibicami! Ba, co niektórzy nawet sami wychodizli z inicjatywą!

No Oluś, przestań, poza kilkoma niekontrolowanymi wybuchami złości po straconym punkcie Norwefii, ładnie się zachowywałyśmy!

a ja bym tam drążyła na miejscu tego dziennikarza

hm, no przecież mówił że był tylko w Olsztynie! no cóż, nie mogłam pozwolić, żeby ten telewizor całkowicie kurz obsiadl

nie, nie, nie... w smażalni w Gdańsku! szczególnie od października!

lol, to ja maluje twarz, a ty rzucasz misiami, bo ja sierota mogę nie trafić

aaaaaa, ja też chce, ja też!!! Szczególnie, że już Just Hold Me powoli zaczyna mi się nudzic (nie to żeby to była jedyna ustawiona piosenka na liście Winampa w tej chwili )

buhahahaha, czemu ja akurat musiałam patrzeć jak grają! To się nie opłaca!

lol, faktycznie! ale razem stanowimy wspaniałą reklamę Palette Kibicuj Norwegii. Wybierz odcień dla siebie!

ej ty, ale wiesz to nie glupi pomysł, jak się upodobnisz do mnie, to bedziemy jak dwa słupki i bez problemu możemy te fotki z plaży za rok zrobić

tylko nie małpy! wypraszam sobie

hyhy, do trzech razy sztuka Olus

buhahaha, hmmm i napisać długi list o tym jak bardzo żałuję tego zdjęcia z zeszłego roku i nie wiem co we mnie wstąpiło i że oddałabym wszytsko, żeby cofnać czas i ustawić się przy jego męskim boku?


i bardzo w tonie byłoby jeszcze dodać coś o naiwności i młodzieńczej głupocie,z których już sie wyrosło

jejku, no nie mogę już, muszę sobie zrobić przerwę!
Faust Evered&Zyrius<br /><br />Drzwi. A może raczej wrota. Fundamentalna część "obrony" każdego domostwa. Jaka więc szkoda, że te okazały się tak nietrwałe i…kruche. Żelazne mocowania pękły ustępując miejsca dłoniom odzianym w czerwień. Następnie pozostałości wrót zostały wyrzucone daleko w tył, roztrzaskując się na dziesiątki, jeśli nie setki maleńkich, drewnianych części. Imperator, wraz ze swym wiernym sługą, przestąpili próg. Wydawało się iż pozostają uradowani z nadchodzącego rozrachunku. W końcu ostatnia ucieczka demonicznego elfa nie pozostawiła zbyt wiele z obrazu niezwyciężonej, konkurencyjnej siły z jaką to trzeba się liczyć. Choć z drugiej strony…ta dwójka nie liczyła się z nikim. <br />Wnętrze pozostawało chłodne i wilgotne. Powolne kroki odbijały się wyraźnie echem po korytarzu. Te głośniejsze, osobnika odzianego w karmazynowy pancerz, jak i te lżejsze należące do jego podkomendnego. Szli niedługą chwilę, w końcu docierając do hollu. O dziwo, do tej pory nikt nie ośmielił się stanąć przeciw nim. Sprawiało to iż Władca Chessenty pozostawał nieco…nienasycony w swej rządzy mordu i chęci siania zniszczenia. Jego zielone oczy stanowiły jedyne rozświetlone punkty pośród mroków jakie otaczały ową dwójkę. <br />Nagle z ciemności, niczym fontanna, wydobył się blask fioletowego światła, który natychmiast odszedł w niepamięć. Przed Imperatorem ukłonił się tajemniczy młodzieniec odziany w czarne, pocerowane szaty i posiadający przetłuszczające się, blond włosy. W jego dłoni pozostawał nieumiejętnie ukryty kawał mięsiwa, którym zapewne przed chwilą się pożywiał o czym świadczyły zacieki tłuszczu na brodzie. Następnie przyjął pozycję dość ostentacyjną, gdyż momentalnie oparł się o ścianę i założył ręce na siebie, a potem z szatańskim uśmiechem na swej "niewinnej" twarzy zeznał:<br />- Sala tronowa <Ciamk> znajduje się tuż za tą ścianą, jednak…<mlask>…trzeba obejść ją przez dwa pomieszczenia i wtedy dopiero… <br />- Dziękuję ci Zephyr.<br />Cała struktura niemal podskoczyła ku górze kiedy pięść Evered'a w ułamku sekundy zagłębiła się w ścianie, mało subtelnie przemieniając jej duży fragment w proszek i tworząc nowe "drzwi wejściowe". Blondyn momentalnie znalazł się przy wyrwie i wyściubiając głowę zza winkla zobaczył demonicznego elfa w niezbyt dobrej kondycji fizycznej, oraz o nieciekawych perspektywach na przyszłość. Zaciągając kawałek mięsiwa, Zephyr stwierdził:<br />-<Ciamk>…Dzień dobry, zastaliśmy Jolkę?<br />Nie usłyszawszy odpowiedzi i widząc rosnącą agresję, jak i strach w adresacie owego pytania, młody człowiek stwierdził, że albo nie zastali, albo właśnie wyszła. Wstrząsnął ramionami w wyrazie obojętności. Po czym uchylił się przed kulą ognistą która przeleciała mu parę milimetrów przed nosem, znikając w korytarzu aby na moment go rozświetlić. <br />-Eeek…ktoś chyba wstał dziś lewą nogą. <br />- Idź już Zephyr. <br />- Oczywiście Imperatorze. Cokolwiek każesz Imperatorze. Na wynos Imperatorze?<br />- Zephyr…<br />Młodzian ukłonił się, znikając w blasku błękitu, pozostawiając na "placu boju" jedynie trójkę osób. W tym jedną o owych, wyżej wymienionych, nieciekawych perspektywach na jakże krótkie, choć z drugiej strony niebywale ekscytujące życie. <br />Zyrius wyobrażał sobie to całkiem inaczej. Ale lepiej nie opisywać wyobrażeń Zyriusa, wszystko oczywiście w trosce o zdrowie psychiczne czytelnika. W końcu kogo interesują wizje będące prawdopodobnie krzyżówką dziecięcych marzeń z narkotycznymi wizjami połączonymi ze snami rzeźnika-pracocholika? Nikogo, kto zachować wszystkie klepki na należnym im miejscu. I dlatego też Zyrius był smutny, bo nie mógł się pobawić w ciachanego z żadnymi ludkami. A Zyrius tak kochał tą zabawę! Tak wielki smutek przepełnił jego serce, że miał ochotę wyrwać komuś z piersi czyjeś. Gdy Mistrz zrobił dziurę, Zyrius klasnął w dłonie i niczym małe dziecko ucieszył się<br />-Jej, Mistrzu! To dzisiaj jesteśmy dekoratorami wnętrz? Wiesz, moim skromnym zdaniem, powinniśmy dodać tu jeszcze trochę krwawej tapety, a tutaj zawiesić kilka wnętrzności, co nada pomieszczeniu niepowtarzalny klimat... <br />W tym czasie jego mistrz subtelnie i szybko zajął się Fey'ri, którego głowa stała się integralną częścią żelaznej rękawicy. Przynajmniej do czasu ponownej wizyty u płatnerza i pozbycia się tych jakże uciążliwych i zawsze trudnych do wyczyszczenia fragmentów tkanki kostnej. Denata. Faust bez większego przekonania uniósł berło ku górze. Wesołe brednie jeszcze przez chwilę objawiały się pod nosem Zyriusa, by w końcu się urwać. Jolki nie zastali. To tu miała być Jolka? Chętnie poznałby Jolkę! Bardzo chętnie zagłębiłby się w jej wnętrze, yhym. Cóż, nie pozostawało im chyba nic do roboty...nie miał pomysłu, co teraz. Zadał więc pytanie.<br />-Mistrzu, co będziemy robić dzisiaj w nocy?<br />-To samo co zawsze Zyrius. Spróbujemy zdobyć Faerun.<br /><br />…The End…<br />…or is it?...
Lubię ten topic. Można sobie nabić trochę postów bez narażenia się na MODERATORSKI SZPON;).

Trzech bezrobotnych z Wąchocka kłóci się, który z nich jest bardziej leniwy. Pierwszy mówi:
- Na ulicy leżał banknot 200-złotowy, a mnie nie chciało się go podnieść...
Mówi drugi:
- A ja wygrałem mercedesa na loterii i nie chciało mi się go odebrać...
- A ja - twierdzi trzeci ,,leniwiec'' - byłem wczoraj w kinie i przez cały seans krzyczałem.
Pozostali mężczyzni pytają, co to ma wspólnego z lenistwem, na co ten odpowiada:
- Siadając na składacym krześle, przyciąłem sobie genitalia, ale byłem zbyt leniwy, żeby się podnieść.

Między ludożercami:
- Moja żona gdzieś zginęła. Nie widziałeś jej?
- Nie...
- A co żujesz?

Przy wódce w gospodzie trzej chłopi przechwalają się:
- Ja - mówi pierwszy - wyhodowałem w tym roku wielkie jabłka. Każde ważyło kilogram!
- Moje jabłka - mówi drugi - były większe. Miały po dwa kilogramy!
- To jeszcze nic - mówi trzeci. - Ja wyhodowałem takie jabłko, że jak wiozłem je furą na jarmark, to wyszedł z niego robal i zeżarł mi konia!

Uwaga może zniesmaczyć bardziej wrażliwych, bez dystansu do rzeczywistości:

autobusie, jak w życiu - spotkać można różne kreatury. Siedzisz sobie zadowolony, że masz miejsce, a one nagle podstępnie atakują... Strzeż się babć autobusowych!

1) Łowcy krzeseł - gdy autobus się zatrzyma i otworzy drzwi, Ty nawet
nie zdążysz sobie tego uświadomić, a ona już siedzi.

2) Babcie-akrobatki - widząc wolne krzesło po drugiej stronie autobusu w cudowny sposób odzyskuje mobilność, wrzuca laskę pod pachę i biegnie do krzesła co sił w nogach.

3) Borostwory - ogromne babcie w futrzanych płaszczach zajmujące z
reguły 1,5 - 2 miejsc siedzących.

4) Babcie-wilki - atakują watahą, ich szczekanie rozlega się na cały autobus i wygryzają każdego z ich siedzeń

5) Babcie lokomotywy - jak siedzisz w autobusie, stają nad Tobą i zaczynają sapać. Niektóre sapią tak intensywnie, że czujesz co jadła kilka godzin temu...

6) Babcie ankieterki - na kilka przystanków przed ich docelowym przepytują ludzi, kto kiedy wysiada i starają się odpowiednio ustawić wszystkich w przejściu.

7) Babcia chemik - gdy stoi w zatłoczonym autobusie i nie widzi szans na wolne miejsce, podchodzi do najblizszych miejsc siedzących i wali cichego ale strasznego bąka. Po kilku sekundach okazuje się, że większość pasażerów znajdujących się w polu rażenia, akurat właśnie wysiada

Tapetnice sapiące - bliskie koligacje z babcią lokomotywą: grube, stare baby, z ohydną tapetą na twarzy i często zakupami, stoją i głośno sapiąc i jęcząc domagają się ustąpienia im miejsca, czasem nawet taki babsztyl będzie miał czelność zwrócić ci uwagę...

I deserek:

ANALIZA PIOSENKI DISCO-POLO

Niebieskie oczy miala
a potem wyjechala
La la la la la la la
La la la la la la la la
Tak tak tak tak tak tak
nie nie nie nie nie nie
Zdradzila zdradzila MNIE

I nic mi nie zostalo
zaczalem pic kakao

La la la la la la la
La la la la la la la la
Tak tak tak tak tak tak
nie nie nie nie nie nie
Zdradzila zdradzila MNIE

A kiedy powrocila
do domu moja mila

La la la la la la la
La la la la la la la la
Tak tak tak tak tak tak
nie nie nie nie nie nie
Zdradzila zdradzila MNIE

W brzuchu jej cos siedzialo
cztery odnoza mialo

La la la la la la la
La la la la la la la la
Tak tak tak tak tak tak
nie nie nie nie nie nie
Zdradzila zdradzila MNIE

Podmiot liryczny - dokladnie JA liryczne - jest w stanie zalamania nerwowego. Czesto powtarzajace sie slowa 'la la la...', swiadcza o emigracji wewnetrznej, zadumaniu, romantycznym roztargnieniu, co nasze JA liryczne potwierdza brakiem zdecydowanego stosunku do sprawy ('tak tak... nie nie'). Bohater wiersza nie wie, czy ma ow rozdzial swojego zycia zamknac za soba:'zdradzila mnie...tak tak' chce zapomniec, zly i bunczuczny, ale nie potrafi zrozumiec. Chce, lecz nie moze pogodzic sie z ta mysla ('nie nie...') Bohater niczym rozdarta sosna - widac tu nawiazanie do poezji Mlodej Polski, modernistyczno-hedonistyczne podejscie do zycia. K. Przerwa-Tetmajer jest wyrazna inspiracja. Symbol rozdartej sosny odzwierciedla rozdarcie wewnetrzne naszego JA lirycznego. Nawiazanie do poezji Mlodej Polski widac rowniez w drugiej strofie. Bohater wiersza topi swoje zale w uzywkach. Co prawda nie wspomina o nirwanie czy alkoholu, lecz stara sie zapomniec o ukochanej przez zatopienie sie w innej pasji - jest nia picie kakao. Nasz bohater jest nowoczesny, prowadzi ekologiczny tryb zycia, dlatego woli zdrowe, pelne energii i bialka kakao od destruktywnego alkoholu. Ukochana naszego bohatera powrocila, lecz nie zmienilo to nastroju podmiotu lirycznego. wciaz probuje pamietac, co ona mu zrobila ('zdradzila mnie...tak tak...'), lecz nie moze sie z tym pogodzic ('nie nie...'). Bohater jednak zaobserwowal zmiany w wygladzie swojej lubej, najwyrazniej nie za bardzo wie, czym jest czteroodnozowa nowosc w brzuchu lubej. wie natomiast jedno: ze jego luba go zdradzila. Co mozna natomiast powiedziec o samym podmiocie lirycznym? Jest na pewno amatorem blondynek, poniewaz w 98% osoby posiadajace niebieska barwe teczowek ('niebieskie oczy miala'), maja równiez blond wlosy. Jest to oczywisty wynik genetycznego dziedziczenia pigmentu. Jego brak decyduje o jasnosci cery, wlosów oraz oczu. Jego ukochana natomiast najwyrazniej jest blondynka, która nie znalazla w ramionach naszego JA lirycznego ujscia dla swojego temperamentu, mimo ze zywi do niego ogromne uczucie. Potwierdzenie powyzszego znajdujemy w slowach: ' a kiedy powrócila do domu moja mila'. Wrócila w stanie blogoslawionym, co swiadczy, ze niczym bohaterka 'Stu lat samotnosci' G.G. Marqueza - niezrozumiana, niedopieszczona, spragniona fizycznych czulosci - uciekla od naszego bohatera, by znalezc to wlasnie, czego szukala. Jednak nie zapomniala o ogromnych pokladach milosci (mysle, ze nie bedzie nadinterpretacja, jesli dodam, ze platonicznej) do swego ukochanego i wrocila do niego, wiedzac, ze ten dobry czlowiek ja zrozumie i wybaczy. O ile oczywiscie zrozumie, skad sie wzial jej odmienny stan... Mamy do czynienia z pieknym tekstem, gleboko zarysowana, skomplikowana sylwetka psychologiczna naszych bohaterów. On cierpi, bo zostal zdradzony - ale nie moze sie z tym pogodzic. Wciaz kocha swoja luba. Ona - szukajaca czegos wiecej, niz jej nasze JA liryczne moze dac. Niczym Jagna z Reymontowskich 'Chlopów'... Autor tekstu niezaprzeczalnie musial dlugo prowadzic psychoanalize archetypow dla swoich bohaterów. Wzruszajacy, pelen nawiazan do klasyki literatury tekst!

Pewien obrazek...
http://i.joemonster.org/i/e/lepper_quiz.jpg
Nienawiść to najobrzydliwsze, co siedzi w ludzkim umyśle. Jest jak potwór wysysający z człowieka wszystko co dobre. Jednak nigdy nie rodzi się sam. Powstaje z mieszanki uczuć, czasem nawet pozornie niegroźnej.
Podziw, respekt i szczypta zazdrości. Parę ziaren wystarczy by narodziło coś, czego nigdy się nie pozbywamy. Bo nienawiść nigdy nie znika. Czasem zasypia, ale możesz być pewny, że któregoś dnia się obudzi. I będzie głodna...

Nieduży salon, urządzony w pastelowych barwach. Na skórzanej kanapie w kolorze kawy z mlekiem siedział chłopak. Potargany, w dresach z wściekle zielonym nadrukiem „Nyke”, z kawałkiem pizzy w jednym ręku, w drugi zaś trzymał berło królewskie tego domu – pilota od telewizora. Nie miał ani interesującej twarzy, ani sylwetki – przeciętny nastolatek, który oddawał się przeciętnej rozrywce. Skakał bezmyślnie po kanałach, kiedy jego uwagę przykuła ta sylwetka. Szczupłe ciało, długie, ciemne włosy i czekoladowe oczęta. Jednym słowem – pedał. Skrzywił się w dziwnym grymasie obserwując ekran. Szlag go trafiał, gdy obserwował rozkrzyczane dziewczyny, brzydsze i ładniejsze, skandujące imię swojego bożyszcza. Godziło to w jego samoocenę. On przystojny brunet, nie żaden homoseksualista, bez wydziwiania w ubiorze, a jakoś żadna się nim nie interesowała. Wręcz przeciwnie. Od zawsze czuł się odpychany przez płeć piękną! Ze złością cisnął jedzeniem, które trzymał w telewizor. Złość wstrząsnęła jego ciałem. Nienawidził go, całym sercem. Dlaczego jego marzenia musiały spełnić się komuś innemu? Jakiemuś lalusiowi ze wsi? Przecież to on miał mieć tłumy fanek i robić to co kocha, zajmować się muzyką. Ale życie daje szansę tylko takim jak Bill. Tak, chyba gdzieś w głębi cholernie mu zazdrościł. I może podziwiał? Za to, że miał odwagę się wyróżniać. Zniósł kpiny innych i dotarł do celu, wzniósł się do gwiazd. W każdym razie chłopak nie chciał przyznać się do tego przed sobą samym, a tym bardziej przed innymi.
- Pierdo*ony Kaulitz! – krzyknął w stronę czarnej postaci uśmiechającej się z ekranu. – Co tak suszysz te krzywe zęby, pedale? – domagał się odpowiedzi.
Przełączył kanał, ciesząc swoje oczy śliczną blondynką. Udzielała jakiegoś wywiadu, ale chyba nie należała do sław, gdyż był pewien, że nigdy wcześniej jej nie widział. Z uśmiechem przyglądał się jak porusza malinowymi ustami, a potem prychnął głośno, gdy dotarł do niego sens wypowiadanych przez nią słów.
- Jestem fanką Tokio Hotel od półtora roku. – zachichotała piękność, kręcąc się na czarnym krzesełku.
Nie wytrzymał. Wyłączył sprzęt i leniwie zwlókł się z kanapy, wędrując po schodach do swojego pokoju. Przeklinał w myślach znanego wokalistę. Zastanawiał się czy ludzie nie widzą jego sztuczności, tego, że teraz jest oryginalny na siłę. Z hukiem otworzył drzwi do niewielkiego pomieszczenia, gdzie znajdowało się tylko biurko z Optimusem i duże, łóżko. Szybko zasiadł za klawiaturą komputera. Zamarł, bo jego oczom ukazała się tapeta, na której znajdował się nie kto inny, jak rozradowany pan pederasta. Już on dorwie tą podłą żmiję, która dopuściła się tego żartu. Pewnie jego „zdolny inaczej” brat, znów zapragnął wykazać się swoim inteligentnym dowcipem. Przyglądał się nastolatkowi na monitorze, a każda komórka jego ciała pałała nienawiścią tak czystą, że aż przerażającą. Gdyby tak mógł... Oderwał by mu tą maskę tapety z twarzy, wydłubał błyszczące złudnym blaskiem oczy, pokaleczył usta, które były malinowe tylko dzięki pracy makijażystki. Z jakiegoś powodu był pewien, że coś, co posiadał zaczynając, czego w głębi duszy mu zazdrościł przestało istnieć. W związku z tym sława mu się nie należała. Powinien dać szansę komuś innemu. Komuś takiemu jak on, zwykły nastolatek w dresie, którego od innych odróżniała tylko jedna rzecz – potrafił śpiewać. Chociaż dawno zapomniał, jak to jest się tym cieszyć. Zupełnie jak Bill. Nawet nie chciał myśleć, że w jakikolwiek sposób są do siebie podobni. Guzikiem wyłączył monitor. Może charakter jego był prosty, ale serce miał dobre. Brzydził się ludźmi, którzy czerpali przyjemność z bycia uwielbianym. I pomimo swojej wielkiej nienawiści, gdzieś w głębi duszy czuł sympatie do tamtego chłopaka. Bo był taki jak on i pewnie miał takie same marzenia. Jemu się one spełniły. A może nie do końca? Nikt z nas nie wie, czego naprawdę chciał, ani czy to, kim jest teraz mu się podoba. Chłopak ruszył do kuchni, pragnąc uraczyć się zimnym Red Bullem. Nie mów, że to kolejna rzecz, która łączy go z Kaulitzem. On nienawidził, kiedy ktoś ich porównywał.
Cel jego krótkiej wędrówki był przytulnym i jasnym miejscem, o seledynowych wykończeniach. Lubił tu przebywać, gdyż klimat niewielkiej kuchenki dodawał mu pozytywnej energii. Wyjął z lodówki zimny napój i zaczął pić w tak łapczywy sposób, iż kropelki cieczy spływały mu po szyi pozostawiając mokre plamy na górnych częściach bluzy. Był już prawie dorosły, a czasem zachowywał się jak dziecko. Czasami chciał znów nim być, czuć czystość w sercu i wiatr w skrzydłach, utworzonych z rozłożonych rąk. Jednak niechęć do drugiego człowieka, którą żywił mu na to nie pozwalała. Wyjrzał przez duże okno i przyglądał się dużemu psu buszującemu wśród zieleni przyrody. Ogród był piękny, ale on wolał podziwiać go zza szyby. Tak, zapewne myślisz sobie teraz, że oni są do siebie cholernie podobni. I chyba masz racje. Łatwo mu by było zakrzyczeć nasze głosy, nie umiał jednak do końca poradzić sobie ze swoim, który mówił mu to samo. Siadł przy stoliku, nakrytym figlarnym obrusem w odcieniu dyni i rzucił okiem na jakąś kolorową gazetę. Przerzucił parę stron i znów zobaczył jego. Czy naprawdę to był przypadek? Może on podświadomie go szukał? Uzależnił się od nienawiści tak bardzo, że musiał wzmacniać ją jego wizerunkiem i potęgować pochlebnymi opiniami ludzi na temat wokalisty. A może świadomość niespełnionych celów pozwalała mu poznać samego siebie? Zamknął szybko czasopismo, kiedy usłyszał jak ktoś wzywa go po imieniu.
- Za godzinę będę gotowy! – odkrzyknął.
Doprowadzenie się do stanu użyteczności publicznej zajęło mu dokładnie czterdzieści pięć minut. Dużo jak na chłopaka, nie? Już miał wychodzić, gdy po raz ostatni dokonał paru poprawek.
- To znowu ty? Ma cię naprawdę dość, Kaulitz. – rzekł do chudej postaci, odbijającej się w tafli lustra.

Nienawiść do samego siebie jest najgorszym rodzajem odczuć.

>